czwartek, 22 października 2015

Rozdział VI-Lepiej z nim porozmawiaj

Bum tss, czemu nauczyciele nie znają się kompletnie na komputerach?
Bum tss, co ja zrobiłam, że dostałam pałę?
Bum tss, czemu znów się Wam żalę?
Tak, a więc, zapraszam do przeczytania rozdziału xD.
.....
Nie wiedziałam co myśleć. Mam być wkurzona na siebie czy na Violettę? Czy postąpiłam dobrze wychodząc z randki?
Jak tylko, cudem, odnalazłam drogę do mojego mieszkania zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Cami.
-Halo?
-No siema, Fran, -Usłyszałam w słuchawce. -Widziałam jak idziesz w stronę swojego domu. Coś nie tak z Diego?
Dlaczego ona ZAWSZE, ale to ZAWSZE umie przeczuć, że coś się stało?
-Było idealnie. -Zaczęłam. -Zaprosił mnie do pięknej, romantycznej restauracji.
-Och, jak słodko! -Pisnęła.
-Taa... -Cicho się zaśmiałam. -No i nagle do nas przyszła Violetta...
-CO?! -Spytała zdziwiona Camila.
-No, mówię, jak było. -Westchnęłam. -Miałam jej dość. Próbowaliśmy się jej pozbyć, ale nie udało się. Cholera, ona tak mnie hejtowała, że już nie wytrzymałam i... wyszłam.
-Poszłaś sobie? W środku randki?
-No, a co miałam zrobić? Nawet jeśli, gdyby jakimś cudem się od nas odwaliła to i tak między mną, a Diego panowałaby napięta atmosfera. Boję się tylko, że będzie na mnie zły za to...
-Lepiej z nim porozmawiaj, choćby przez komórkę. -Doradziła mi.
-Nie mam odwagi... -Odparłam.
-I tak będziecie musieli porozmawiać, bo musicie wyćwiczyć Wasz duet. Lepiej to zrobić wcześniej niż później.
Następnego dnia
Weszłam do studia cała drżąca. Bałam się spotkać Diego i z nim pogadać. Ale oczywiście, dzięki mojego niebywałemu "szczęściu" wpadłam na niego, kiedy chciałam wejść do sali muzycznej.
 -Wybacz. -Powiedziałam wstając.
Nasze spojrzenia spotkały się. Te jego piękne, zielone oczy mnie po prostu hipnotyzowały.
-Pogadamy? -Zapytał.
Skinęłam głową. Usiedliśmy na najbliższej ławce. Zanim o cokolwiek zapytał, zaczęłam mówić ja:
-Wiem, że okropnie się zachowałam i Cię przepra-
-Ale Fran...
-Emocje mnie pokierowały, nie myślałam wte-
-Francesca...
-Błagam, tylko ze mną nie zry-
-Francesca! -Powiedział tym razem o wiele głośniej. -Dasz mi coś powiedzieć?
Przytaknęłam. Przyznam, że strasznie się bałam. Chyba oszalałam na jego punkcie, nie chcę go stracić.
-A więc. -Zaczął. -Rozumiem dlaczego wtedy mnie zostawiłaś. To przez Violettę. Ta randka przez nią totalnie nie wyszła.
-Czyli mi wybaczasz? -Spytałam.
-Nie mam Ci czego wybaczać -Odparł z uśmiechem.
Rzuciłam się na jego szyję.
-Duszę się. -Zaśmiał się.
Oderwałam się od niego, ale po chwili znów go przytuliłam.












-Kocham Cię. -Powiedziałam.
-A ja Ciebie. -Odparł całując mnie w policzek.
-Jednego nie rozumiem. Skąd Violetta wiedziała o naszej randce? -Spytałam.
-Pewnie nas śledziła. -Westchnął. -Ale teraz to nie ważne. Ważne, że jesteśmy razem.
Och, jaki słodziak z niego... Mam szczęście, że mam takiego chłopaka.
----
Po zajęciach mieliśmy jeszcze zebranie z Pablo. Ponoć miał dla wspaniałe wieści.
-Dzień dobry. -Powiedział jak wszyscy weszli do dużej sali, w której była scena. 
Wszyscy zaczęli się dopytywać o co chodzi, po co nas tu wezwał. Ten się zaśmiał i powiedział:
-Kochani, zastanawiamy się już nad przedstawieniem na koniec roku.
Wszyscy od razu zaczęliśmy piszczeć i krzyczeć z radości. 
-Pozwólcie, by Pablo powiedział Wam wszystko do końca. -Powiedział Antonio.
Od razu stanęliśmy na baczności, gotowi, by wysłuchać wyjaśnień Pabla.
-Będą dwie piosenki w której wystąpią wszyscy uczniowie ze studia. -Tłumaczył. -Jedna na początku, druga na końcu. Oczywiście będzie też jedna piosenka solowa i jeden duet. Będą też trzy piosenki, w których uczniowie będą podzieleni na mniejsze grupy. I oczywiście do tego wszystkiego, zrobimy sobie mały casting.
Casting?! Czuję się jak meegaa sławna piosenkarka! 
-Nie potrzebujecie castingów, by zrozumieć, że ja będę śpiewała solówkę. -Odezwała się Violetta.
Pablo i Antonio zaczęli jej coś tłumaczyć, że być może to ona zaśpiewa piosenkę solową, ale jeszcze nie wiadomo.
Kiedy zebranie się skończyło, poczekałam jak wszyscy wyjdą. Podeszłam do Violki, która czatowała z kimś na telefonie.
-To się robi już nudne. -Powiedziałam do niej.
Podniosła brwi.
-Tak, masz rację. -Odparła. -Robi się nudne to, że jesteś żałosna.
-Dlaczego taka jesteś? -Spytałam.
-Jaka? -Odłożyła telefon do swojej torebki. -Niesamowita i przepiękna?
-Nie. Egoistyczna i nieznośna. Nic na tym nie zyskasz. Nie będziesz miała przyjaciół, chłopaka...
Ta spojrzała na mnie, i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, mnie przytuliła.



Taa... moim zdaniem rozdział wyszedł okropnie. Nie wiem, pozostawiam to Wam do oceny.

sobota, 3 października 2015

Rozdział V-Ooo... Masz randkę z Diego?

Minęło coś koło dwóch tygodni odkąd wstawiłam ostatni rozdział. Przepraszam, po prostu teraz jest szkoła i wiąże się z tym nauka, beka z nauczycieli, projekty itp. itp.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba, chociaż mam wrażenie, że jest inny niż moje wcześniejsze. W sumie to nie wiem dlaczego, można powiedzieć, że zachowanie Francesci jest... trochę dziwne... xd.


-------
Całowaliśmy się dopóki nie starczyło nam tchu. Powoli oderwaliśmy się od siebie.
-Długo czekałem na tą chwilę. -Powiedział.
-Ja... też. -Odparłam.
Złapał moją rękę. Lekko się uśmiechnęłam. 
-Obiecajmy sobie, że to będzie wyjątkowe. -Powiedział. -Że nic nas nie rozdzieli. 
Skinęłam głową, a mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
-Masz piękny uśmiech. -Powiedział.
Zarumieniłam się.
-Och, nie słodź tak. -Zaśmiałam się.
On także się zaśmiał i pocałował mnie w policzek.
-Kocham Cię. -Powiedział.
-A ja Ciebie. -Odpowiedziałam. -Pójdziemy gdzieś?
-Jasne. Gdzie chcesz? -Spytał.
-Nooo... -Zastanowiłam się chwilę. -Ja tu praktycznie jestem dopiero trzeci dzień. Nie znam nic tutaj.
-To za godzinkę odbiorę Cię z Twojego domu, okej? -Spytał.
-A wiesz gdzie mieszkam? -Zdziwiłam się.
-Wiem. Mieszkam ulicę dalej. -Odparł. -Odprowadzić Cię?
-Jasne. -Zachichotałam.
Diecesca

---
Od 15 minut zastanawiam się co na siebie włożyć. Mam się ubrać jakoś elegancko, czy luźno? Ehh...
Nagle mój telefon zabrzęczał, dając znać, że ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Cami.
-Hej, Fran. -Usłyszałam.
-No cześć. -Odparłam. 
-Masz wolne po południe? -Spytała. -Mogłybyśmy iść do kina, teraz puszczają fajne romansidło. 
-Sorry, jestem zajęta dzisiaj. Cami, wiesz co włożyć na... randkę? 
-Ooo... masz randkę z Diego?
-No... -Odpowiedziałam niepewnie.
-A gdzie idziecie? -Zapytała.
-Nie wiem jeszcze, Diego wszystko szykuje.
-OCH, JAK SŁODKO! -Pisnęła.
-Ta... To wiesz co mogłabym włożyć? -Spróbowałam znowu.
-Nie wiem. Może ubierz się luźno, tak będzie bardziej naturalnie. Pomóc Ci się pomalować?
-Możesz przyjść. Ale szybko, mam mało czasu. 
-Jasne! To, pa. -Rozłączyła się.

Godzinę później...
No, gdzie ten Diego? Spóźnia się o pół godziny. A może mnie wystawił? Chociaż wątpię.
W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć.
-Cześć, bella. -Pocałował mnie w policzek na przywitanie.
-No hejka. -Odparłam.
-Wiem, że bardzo profesjonalnie by było, gdybym przyjechał jakąś limuzyną czy coś, ale, jako, że takiego samochodu nie posiadam, pójdziemy pieszo. Mam nadzieję, że to Ci nie przeszkadza?
-Nie. -Odparłam. -Nawet lepiej. 
Chwycił mnie za rękę. Ruszyliśmy... gdzieś. Nie znam tutejszych okolic. 
Po pięciu minutach Diego poprosił mnie, bym zamknęła oczy. Zrobiłam tak jak mówił.
-Podglądasz? -Spytał.
-Nie, ale...
-To możesz otworzyć oczy. -Powiedział, zanim dokończyłam.
Powoli je otworzyłam. Znajdowaliśmy się w romantycznej restauracji. Stoliki były dwuosobowe. Ściany były pomalowane na jasno-żółto z drobnymi ozdobami. Z sufitu "zwisały" małe lampy. 
-Wow... -Powiedziałam.
-Podoba Ci się? -Spytał. 
-Bardzo. -Odpowiedziałam i przytuliłam go. -Dziękuję.
Usiedliśmy przy najbliższym stoliku.
-Co zamawiasz? -Spojrzał na mnie spod swojej karty menu.
Już chciałam odpowiedzieć, kiedy ktoś mi przerwał.
-No siema, kociaki. -Usłyszeliśmy nam znajomy głos.
Przy naszym stoliku stała... Violetta...
"Kociaki"? Cholera! Co ona tu robi? A może jeszcze powie, że tak po prostu wbiła sobie do romantycznej restauracji pogapić się na nas, bo nie miała co robić.
Okej, Francesca, spokojnie. Spokojnie. Może z kimś tu przyszła i... przy okazji przywitała się z nami?...
-Violetta, co ty tu robisz? -Zapytał Diego.
-Przyszłam Cię wesprzeć. -Odparła tajemniczo.
-W czym? -Zdziwił się.
-Jak zrozumiesz, że randka z Tą żmiją to porażka, będziesz mnie błagał na kolanach, bym do Ciebie wróciła.
Czuję, że zaraz wybuchnę. No, bo w końcu, idziesz sobie na randkę ze swoim nowym, kochanym, słodkim chłopakiem. Zaprowadza Cię do cudownej restauracji w której chce spędzić z Tobą czas. Zapowiada się idealnie. A tu nagle przychodzi sobie jakaś debilka i wszystko zaczyna psuć.
Wszystko w porządku. Przecież to jest normalne. W końcu tak zawsze musi być...
-Weź wyjdź. -Mówię.
-To nie jest Twoja prywatna restauracja, Francesco. -Zwraca się do mnie jak do małego dziecka. -Ja też mam prawo tu przyjść.
-Super, ale nie masz prawa nam przeszkadzać. -Mówi Diego.
Zignorowała go.
-Idź. -Zwróciła się do mnie. -Ja i Diego musimy porozmawiać.
-Nie możesz jej stąd wyrzucić! -Stanął w mojej obronie.
-I tak już wychodziłam. -Rzuciłam i wybiegłam z restauracji.
Usłyszałam jeszcze jak Violetta mówi:
-No, widzisz? Mówiłam, że to będzie porażka.

DAM DAM DAM XD

3 komentarze od różnych osób = VI rozdział


wtorek, 15 września 2015

Rozdział IV-Będąc ze mną, kochałeś ją.

Przepraszam, że rozdział nie pojawił się w weekend ani wczoraj, tak jak obiecałam :C. Ale jest dzisiaj i mam nadzieję, że Wam się spodoba ^^!
Dedykuję go #Sh!Karinaa 001.
Pamiętajcie, aby komentować, to niesamowicie mnie motywuję :D!
To już bez dalszych przedłużeń, zapraszam do rozdziałku.
---------
Puściłam rękę Diego. Violetta stała jeszcze przez chwilę nieruchomo.
-Wy... wy...
-My nie jesteśmy razem. -Zaprzeczyłam, zanim dokończyła.
Spojrzała na mnie i prychnęła.
-Ty się nie odzywaj, okej? To sprawa moja i Diego.
Zabrzmiało to tak jakby się czymś dławiła. Miała łzy w oczach. Chyba pierwszy raz zrobiło mi się jej żal. No, bo w końcu ma chłopaka i do szkoły przychodzi jakaś nowa. I ten jej chłopak z dnia na dzień ją porzuca, przez tą nową.
I wygląda na to, że tą NOWĄ, tą złą, jestem właśnie ja. Westchnęłam i wyszła z sali. Postanowiłam podsłuchiwać po drzwiami.
-Kochanie, to nie tak... -Zaczął Diego.
-Nie tak? -Zapytała o, dziwo spokojnym głosem. -A jak Diego? Trzymaliście się za ręce. Odkąd ją poznałam wiedziałam, że jest w Tobie zakochana, a ty w niej.

Milczał przez chwilę, nie wiedząc chyba co powiedzieć. Nie ukrywam, mnie też zaskoczyła jej reakcja.
-Skoro o tym wiedziałaś... to czemu ze mną nie zerwałaś? -Zapytał.
-Bo chciałam zobaczyć czy będziesz uczciwy, Diego. -Odparła.
-Ale... gdybym Ci to powiedział, to bym Cię zranił.
Usłyszałam kroki za sobą. Prędko się obróciłam. Stał tam jakiś brunet, chyba Leon się nazywał...
-Nie ładnie tak podsłuchiwać, co? -Zapytał.
Przewróciłam oczami i dałam mu znak, żeby był cicho.
-Owszem, zraniłbyś mnie. -Powiedziała Violetta. -Ale ty zrobiłeś coś jeszcze gorszego. Będąc ze mną, kochałeś ją.
Wychodząc, zauważyła mnie i Leona. Przepraszająco się uśmiechnęliśmy. Ta tylko prychnęła i poszła w nieokreśloną stronę. Po chwili z sali wyszedł Diego.
 -Brawo, debilu. -Rzuciłam do niego.
**Następnego dnia**
Kiedy tylko weszłam do studia, zaczęłam szukać Violetty. Mimo wszystko chciałam ją pocieszyć. Jednak natrafiłam na Diego.
-Hej, Fran, możemy pogadać? -Zapytał.
Westchnęłam.
-Dobra, niech będzie. O co chodzi? 
Odciągnął mnie na bok, by nikt nie usłyszał tego co chce powiedzieć.
-Kiedy się spotkaliśmy... wtedy, pamiętasz jak szłaś do domu, od razu poczułem coś do Ciebie. Nie chciałem ranić Violetty, więc stwierdziłem, że może o Tobie zapomnę. A więc dalej ciągnąłem związek z Violą, ale nie udało się. Kocham Ciebie, Fran. Tylko Ciebie.
Diego y Francesca
Gapiłam się na niego przez dłuższą chwilę. W sumie ja też coś do niego czuję, ale... no... ale... ach, to jest strasznie skomplikowane.
DZZZ!
Zadzwonił dzwonek. Chciałam iść na lekcje, ale Diego mi na to nie pozwolił.
-To nie jest chyba najlepsze miejsce na zwierzenia. -Palnęłam i uciekłam do sali.

  ------
Na zajęciach z Beto nie mogłam się w ogóle skupić. Myślałam o... Diego. Tak, o nim. Skoro on kocha mnie, a ja go... to może powinniśmy być razem? Chociaż spróbować?
-Francesca! -Usłyszałam.
Zamrugałam oczami. Zobaczyłam przed sobą Beto stukającego pałeczkami od perkusji.
-Tak? -Zapytałam.
-Nie ma Ciebie tutaj. -Powiedział. -Odpłynęłaś zupełnie.
-A, tak... Przepraszam... Po prostu-
-Się zakochałaś. -Dokończył.
-Nie, nie! -Zaprzeczyłam szybko. -Po prostu się zamyśliłam i...
Beto ponownie zastukał pałeczkami. Wrócił na na swoje "nauczycielskie stanowisko" i kontynuował zajęcia. Miałam wrażenie, że cały czas na mnie zerka.
Po lekcjach z Angie i Gregorio, którzy także mnie upomnieli o nieuważanie na zajęciach, miałam ćwiczyć Aprendi a decir adios z Diego, ale on gdzieś zniknął. Nagle mój telefon zabrzęczał, dając mi znać, że ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił mi dotąd nieznany numer.
-Halo? -Odezwałam się.
-Cze, Fran, to ja Diego.
-Skąd ty masz mój numer?
-Od Cami.
-Po co dzwonisz?
-Taa... jak widzisz... nie ma mnie studiu... boo... no, słuchaj ja tak jakby...
-Przejdź do rzeczy. -Westchnęłam.
-Przyjdziesz za godzinę do parku? -Zapytał.
Zamurowało mnie. Co on niby? Na randkę mnie zaprasza?
-Nie ma mowy. -Powiedziałam i się rozłączyłam.
**Dwie godziny później**
Diego cały czas do mnie wydzwania... Mój telefon znów zabrzęczał. Przewróciłam oczami i spojrzałam na wyświetlacz. Tym razem to był sm-s od Cami:
Za piętnaście minut w parku, okej?
 Aha, okej... Na początku Diego chce, abym tam przyszła. Nie odbieram telefonu, więc zgaduję, że poprosił Camilę, by ona do mnie wysłała sm-s. Hm... No dobra, pójdę.
Poprawiłam fryzurę i ruszyłam w stronę parku. Usiadłam na ławce. Nagle zobaczyłam przed swoimi oczami czyjeś dłonie.
-Diego... -Usłyszałam swój śmiech.
Zagryzłam wargę. To nie miało tak wyglądać. Miałam się na niego obrazić, czy coś...
Powoli zsunął dłonie z mojej twarzy.
-Zgadłaś. -Zaśmiał się. -Ale nie spodziewałem się takiej Twojej reakcji.
-Ja... też nie. -Odpowiedziałam szczerze.
Zapadła głupia cisza. Po jakiejś minucie, Diego usiadło obok mnie.
-Słuchaj, Fran. Ja wiem, że ty czujesz, to co ja. -Zagryzłam wargę. Miał rację. -Może powinniśmy... chociaż spróbować?
Pocałował mnie. Ja oddałam pocałunek....
-----
Ludzie Wy nie wiecie, jak bardzo nie lubię widoku płaczących osób. Wtedy też mi się chce płakać 
>.<. Więc jak tylko patrzę na zdjęcie płaczącej Violetty, które tu zamieściłam, tu mam łzy w oczach. 
A tak wgl, pamiętacie który to był odcinek? Bo ja sobie niestety nie przypominam...
Byłyście na Violetta Live? Ja byłam 25 sierpnia w Krakowie. Strasznie szybko minęły te "dwie godzinki" z obsadą.  
Pozdrowionka :D ! 

wtorek, 8 września 2015

Rozdział III-Raz przytulasz się z Violettą, a raz chce Ci się mnie całować

Bum tss, znów te prace domowe...
Bum tss, znów te kartkówki...
Bum tss, znów się wyżalam...
Taa... chyba na początek każdego rozdziału będę się Wam żalić xD.
DZIĘKUJĘ WAM ZA KOMY!!
Naprawdę, nie wiecie jak mnie motywują do pisania dalszych rozdziałów. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba, mimo tego, że pisałam go na szybko.
-------------------------------------
-Macie chyba zajęcia, tak? -Usłyszeliśmy głos Pablo.
Oderwaliśmy się od siebie. Kiedyś jeszcze mu podziękuję, że to przerwał. Dlaczego mieliśmy w ogóle zamiar się pocałować?!
-Uhm. -Przytaknął Diego.
Dyrektor chciał się chyba jeszcze o coś nas zapytać, ale my już wstaliśmy i pobiegliśmy do sali.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie! -Powiedzieliśmy równocześnie.
-Dobrze, wchodźcie. -Powiedziała nauczycielka.
Była blondynką. Miała na sobie niebieski podkoszulek i czerwoną sukienkę.
-Jestem Angie. -Zwróciła się do mnie. -I prowadzę zajęcia śpiewu.
-Ja jestem Francesca. -Przedstawiłam się. Po chwili zdałam sobie sprawę, że ona o tym wie.
Usiadłam obok innych uczniów. Angie tłumaczyła coś o nutach... nie mogłam się skupić.
Dlaczego się z nim PRAWIE pocałowałam? Co ja właściwie do cholery czuję?!
A co on czuje? To on zaczął się zbliżać. Tak, to jego wina, nie moja.
-Francesca, zaśpiewasz coś? -Zapytała mnie Angie.
Przytaknęłam. Wyjęłam gitarę i wyszłam na środek.
-Aprendi a decir adios. -Przedstawiłam tytuł mojej piosenki.
Zaczęłam śpiewać:
Oooooo
Cerco il mio destino
sino magico
Porque yo importa 
a decir adiós 
Mira fijo hacia el horizonte
Doy un paso más
Hay que empezar a vivir
A favor del tiempo
Detrás de mí queda el pasado
Y todo fue real
Ya tengo un sueño que seguir
Esto es lo que siento
Hace falta valor
Para decir
Todo es posible
Busco en mi destino
Un sueño mágico
Porque yo
Aprendí a decir adiós
Oh - oh
Oh - oh
Francesca Aprendi a decir adios
Wszyscy zaczęli mi bić brawo.
-Rozumiem, że piosenka nie jest jeszcze skończona? -Spytała Angie.
-Jeszcze nad nią pracuję. -Odparłam.
-------
Dobra, za dziesięć minut zajęcia z Gregorio. Ponoć jest surowym nauczycielem. 
Angie podzieliła nas na duety. Ja śpiewam z... Diego.
-Hej, Francesca! -Usłyszałam.
Ten głos należał do Diego. Stałam w miejscu, nie wiedząc czy odpowiedzieć, czy sobie pójść.
-Słuchaj... -Ciągnął dalej. -Ten pocałunek... Prawie pocałunek...
Przerwały mu kroki na korytarzu. Po chwili do sali weszła Violetta.
-DIEGUŚ!! -Jej wrzask było chyba słychać w całym studiu.
-Co się stało? -Zapytał Diego.
Zaczęła paplać coś, że jej ojciec jest dla niej okropny. Wyszłam z sali i usiadłam na najbliższej ławce.
-Hej, Fran... Co jest?
Podniosłam brwi. Zobaczyłam Camilę.
-Ah, nic... -Machnęłam ręką. -Chciałam Cię przeprosić za ten mój... wybuch emocji wczoraj.
-Daj spokój. Nic się nie stało. -Odparła Cami. -A powiesz co Ci jest?
-Diego... -Westchnęłam. -Słuchaj, ja już nie wiem co on czuje. Chciał mnie pocałować, a przed chwilą przytulał się z Violką. Nie ogarniam tego.
-A co ty czujesz? -Spytała rudowłosa.
Przez chwilę milczałam. No właśnie, co ja czuję?
Kocham go czy nienawidzę? Jesteśmy tylko znajomymi, przyjaciółmi czy zakochanymi?
Jak się przytulali to czułam jakby... ukłucie w sercu. Jakby ktoś wbijał tam gwóźdź. Jak z nim rozmawiam, to czas mija niespodziewanie szybko. Czuję motyle w brzuchu i jakieś pstrykanie w mózgu. To chyba musi być miłość.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo rozległ się dzwonek na lekcje.
-Później pogadamy. -Powiedziałam.
Weszliśmy do sali tanecznej. Nauczyciel szybko zamknął, a raczej trzasnął drzwiami.
-Nazywam się Gregorio. Oczekuję maksymalnej dyscypliny. Masz się mnie słuchać i o nic nie pytać. Masz dawać z siebie sto dziesięć procent.
-Od tego czarnego karalucha nie można wymagać nawet jednego procenta.
Każdy obrócił się w stronę głosu. To była Violetta. Zacisnęłam zęby. Jak tak można, no jak?!
-Dobrze. -Kontynuował Gregorio, nie zwracając jej uwagi. -Ustawcie się, pokażę Wam kroki.
Kroki były dość proste, ale cały czas pchała się na mnie Violka. Mam jej dość. Jak Diego mógł się w niej zakochać?!
Nauczyciel włączył odtwarzacz muzyki, rzucając piłeczką pingpongową, którą wcześniej odbijał.
-Dobrze. Pięć, sześć, siedem i... raz, dwa trzy, cztery. Pięć, sześć siedem, osiem! -Liczył.
Po  gdzieś setce prób skończyliśmy zajęcia.
-Diego zostaje. -Oznajmił nauczyciel.
-Co?!  -Zdziwił się. -Co ja zrobiłem?
-Bo... -Urwał. -A nie ważne, idź.
-O co mu chodziło? -Spytałam chłopaka jak wyszedł.
-Czyli jednak ze mną rozmawiasz. -Uśmiechnął się.
Zmarszczyłam brwi. Kiedy mu powiedziałam, że z nim nie rozmawiam? Nie ważne.
-Ćwiczymy? -Zapytałam nagle. -Piosenkę?
-Jasne. -Uśmiechnął się.
Angie postanowiła, że zaśpiewamy moją piosenkę, Aprendi a decir adios. Ponoć nasze głosy doskonale do siebie pasują i bla bla bla... Właściwie to nigdy nie słyszałam śpiewu Diego...
Wyjął gitarę, którą w sumie, nie wiem skąd wziął. Zaczął grać.
-Skąd znasz nuty? -Zdziwiłam się.
-Nauczyłem się. -Mrugnął do mnie.
Śpiewaliśmy na zmianę-raz on, raz ja. Tylko refren zaśpiewaliśmy razem.
Diego odłożył gitarę i zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać...
-Diego, ja Ciebie nie rozumiem. -Wstałam. -Raz przytulasz się z Violettą, a raz chce Ci się mnie całować.
Chciałam odejść, ale on chwycił mnie za rękę. W tym momencie do sali weszła Violetta.





Łączna liczba wyświetleń