sobota, 7 listopada 2015

Rozdział VII - Diego, mogę z Tobą porozmawiać?

Moja czaszka powoli otworzyła się ze zdziwienia. Kompletnie nie rozumiałam o co jej chodzi.
-Sorry. -Szybko wróciła do normalnej postawy. -Pomyliłam się. -Wyszła z sali.
Pomyliła się?... Yyy... w czym? Tak trochę BARDZO jej nie rozumiem...
Do sali weszła Camila.
-O co poszło z Violettą? -Zapytała.
Opowiedziałam jej o tym, co mnie przez chwilą spotkało. Zdziwiona skomentowała to krótkim "Aha.."
Do sali wszedł ciemnoskóry, chyba nazywał się Broudwey. Zauważyłam, że Cam się strasznie zaczerwieniła na jego widok.
-Hej, dziewczyny, widziałyście Leona? -Zapytał.
-Nie, ale mogę Ci pomóc go szukać! -Odpowiedziała prędko rudowłosa, i podążyła za wychodzącym z sali Broudweyem.
Zaśmiałam się sama do siebie. Widać, że się w nim zakochała. Do sali wszedł Diego.
-Widziałaś Leona? -Spytał.
-Broudwey się już o to pytał. -Zauważyłam. -Szykujecie coś?
Diego się uśmiechnął i oparł łokciem o parapet.
-Leon ma great idea. -Powiedział tajemniczo.
-A mogę wiedzieć jaki to idea? -Zbliżyłam się do niego ze śmiechem.
Dłońmi oparłam się o jego ramię. Kiedy to zrobiłam, jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
-Ja, Leon, Andress, Broudwey, Federico i Maxi zakładamy zespół. -Wyjaśnił.
Kompletnie mnie zatkało. Nie dlatego, że nie miałam pojęcia kto to Maxi, Federico i Andress. Po prostu, SZOK, jak oni wpadli na taki mega pomysł?
-Faktycznie, to jest great idea. -Zaśmiałam się.
Zbliżył swoją twarz do mojej. Chwycił mnie w tali, i pocałował.

-Ekhm. -Usłyszeliśmy chrząknięcie.
Oderwaliśmy się od siebie. W sali był Gregorio.
-Diego, mogę z Tobą porozmawiać? -Zapytał.
-Jasne... -Odpowiedział niepewnie.
Wyszłam z sali. Nie mogłam się powstrzymać, stanęłam pod drzwiami, by podsłuchiwać.
-O co chodzi? -Spytał Diego.
-Więc... no... nie wiem, jak Ci to powiedzieć...
-Taa?
-Jestem Twoim ojcem.
Że... jak?! Gregorio jest jego ojcem?! Przecież jest jego nauczycielem tańca, nie może być jego ojcem. Okej, jeszcze może jakimś dalszym krewnym, ale ojcem?! I, chwila... Diego o tym nie wiedział?! Chyba dzisiaj za często się szokuję.
-Jeżeli to był żart to nie był śmieszny. -Mruknął Diego.
-Ja... mówię poważnie... -Westchnął.
Mój chłopak patrzył się jeszcze przez chwilę na Gregoria, po czym wyszedł z sali.
-Wszystko okej? -Podbiegłam do niego.
-A jak myślisz? -Odparł pytaniem na pytanie.
Przytuliłam go.
-Nie znałeś swojego taty? -Niepewnie poruszyłam ten temat.
Westchnął i się ode mnie oderwał.
-No... -Przytaknął. -Moi rodzice się rozstali, kiedy miałem mniej niż 5 lat... Wszystko bym zrozumiał, ale... mój tata kompletnie stracił ze mną kontakt, nie interesował się mną. Moja mama nigdy nic mi o nim nie mówiła, i zabraniała o niego pytać.
Złapałam go za rękę. Serio mu współczuję... Gdybym ja się dowiedziała, że mój ojciec to nauczyciel od tańca... zwariowałabym.
-Może miał jakiś szczególny powód do tego, by Ci o tym nie powiedzieć?
-Nie mów, iż będziesz go teraz bronić. -Powiedział.
-Nie bronię go. -Odparłam. -Może po prostu sobie wszystko wyjaśnijcie. Będziesz wtedy wiedzieć dlaczego nie utrzymywał z tobą kontaktu, bo tak sobie wymyślił, czy po prostu coś mu w tym
przeszkadzało.
-Dobra, pogadam z nim. -Powiedział po chwili zastanowienia.
---
Razem z Camilą wyszłam ze studia. Gadała coś o Broudweyu. 
-Zakochałaś się w nim, co? -Zapytałam nagle.
-W kim? 
Zachichotałam.
-W Broudweyu. 
Cała się zaczerwieniła. Zaczęłam jeszcze bardziej się chichrać. 
-Skąd... n-i-ie... -Próbowała zaprzeczyć.
-Czemu mu tego nie powiesz? -Spytałam.
-Czeego? 
Znów się zaśmiałam. Skręciłyśmy w jakąś uliczkę. Nie mogłam uwierzyć co tam zobaczyłam.
Diego całował się z jakąś blondynką....




W końcu jest ^^ ! Wiem, że miał być tydzień temu, no, ale nauczyciele się jakoś zgadali i zrobili 2 sprawdziany i 3 zapowiedziane kartkówki -.-.

Mam zamiar napisać One Shota, chcecie :3? Oczywiście byłby on... jakby to powiedzieć... nieco ostrzejszy, niż to opowiadanie które teraz piszę.

czwartek, 22 października 2015

Rozdział VI-Lepiej z nim porozmawiaj

Bum tss, czemu nauczyciele nie znają się kompletnie na komputerach?
Bum tss, co ja zrobiłam, że dostałam pałę?
Bum tss, czemu znów się Wam żalę?
Tak, a więc, zapraszam do przeczytania rozdziału xD.
.....
Nie wiedziałam co myśleć. Mam być wkurzona na siebie czy na Violettę? Czy postąpiłam dobrze wychodząc z randki?
Jak tylko, cudem, odnalazłam drogę do mojego mieszkania zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Cami.
-Halo?
-No siema, Fran, -Usłyszałam w słuchawce. -Widziałam jak idziesz w stronę swojego domu. Coś nie tak z Diego?
Dlaczego ona ZAWSZE, ale to ZAWSZE umie przeczuć, że coś się stało?
-Było idealnie. -Zaczęłam. -Zaprosił mnie do pięknej, romantycznej restauracji.
-Och, jak słodko! -Pisnęła.
-Taa... -Cicho się zaśmiałam. -No i nagle do nas przyszła Violetta...
-CO?! -Spytała zdziwiona Camila.
-No, mówię, jak było. -Westchnęłam. -Miałam jej dość. Próbowaliśmy się jej pozbyć, ale nie udało się. Cholera, ona tak mnie hejtowała, że już nie wytrzymałam i... wyszłam.
-Poszłaś sobie? W środku randki?
-No, a co miałam zrobić? Nawet jeśli, gdyby jakimś cudem się od nas odwaliła to i tak między mną, a Diego panowałaby napięta atmosfera. Boję się tylko, że będzie na mnie zły za to...
-Lepiej z nim porozmawiaj, choćby przez komórkę. -Doradziła mi.
-Nie mam odwagi... -Odparłam.
-I tak będziecie musieli porozmawiać, bo musicie wyćwiczyć Wasz duet. Lepiej to zrobić wcześniej niż później.
Następnego dnia
Weszłam do studia cała drżąca. Bałam się spotkać Diego i z nim pogadać. Ale oczywiście, dzięki mojego niebywałemu "szczęściu" wpadłam na niego, kiedy chciałam wejść do sali muzycznej.
 -Wybacz. -Powiedziałam wstając.
Nasze spojrzenia spotkały się. Te jego piękne, zielone oczy mnie po prostu hipnotyzowały.
-Pogadamy? -Zapytał.
Skinęłam głową. Usiedliśmy na najbliższej ławce. Zanim o cokolwiek zapytał, zaczęłam mówić ja:
-Wiem, że okropnie się zachowałam i Cię przepra-
-Ale Fran...
-Emocje mnie pokierowały, nie myślałam wte-
-Francesca...
-Błagam, tylko ze mną nie zry-
-Francesca! -Powiedział tym razem o wiele głośniej. -Dasz mi coś powiedzieć?
Przytaknęłam. Przyznam, że strasznie się bałam. Chyba oszalałam na jego punkcie, nie chcę go stracić.
-A więc. -Zaczął. -Rozumiem dlaczego wtedy mnie zostawiłaś. To przez Violettę. Ta randka przez nią totalnie nie wyszła.
-Czyli mi wybaczasz? -Spytałam.
-Nie mam Ci czego wybaczać -Odparł z uśmiechem.
Rzuciłam się na jego szyję.
-Duszę się. -Zaśmiał się.
Oderwałam się od niego, ale po chwili znów go przytuliłam.












-Kocham Cię. -Powiedziałam.
-A ja Ciebie. -Odparł całując mnie w policzek.
-Jednego nie rozumiem. Skąd Violetta wiedziała o naszej randce? -Spytałam.
-Pewnie nas śledziła. -Westchnął. -Ale teraz to nie ważne. Ważne, że jesteśmy razem.
Och, jaki słodziak z niego... Mam szczęście, że mam takiego chłopaka.
----
Po zajęciach mieliśmy jeszcze zebranie z Pablo. Ponoć miał dla wspaniałe wieści.
-Dzień dobry. -Powiedział jak wszyscy weszli do dużej sali, w której była scena. 
Wszyscy zaczęli się dopytywać o co chodzi, po co nas tu wezwał. Ten się zaśmiał i powiedział:
-Kochani, zastanawiamy się już nad przedstawieniem na koniec roku.
Wszyscy od razu zaczęliśmy piszczeć i krzyczeć z radości. 
-Pozwólcie, by Pablo powiedział Wam wszystko do końca. -Powiedział Antonio.
Od razu stanęliśmy na baczności, gotowi, by wysłuchać wyjaśnień Pabla.
-Będą dwie piosenki w której wystąpią wszyscy uczniowie ze studia. -Tłumaczył. -Jedna na początku, druga na końcu. Oczywiście będzie też jedna piosenka solowa i jeden duet. Będą też trzy piosenki, w których uczniowie będą podzieleni na mniejsze grupy. I oczywiście do tego wszystkiego, zrobimy sobie mały casting.
Casting?! Czuję się jak meegaa sławna piosenkarka! 
-Nie potrzebujecie castingów, by zrozumieć, że ja będę śpiewała solówkę. -Odezwała się Violetta.
Pablo i Antonio zaczęli jej coś tłumaczyć, że być może to ona zaśpiewa piosenkę solową, ale jeszcze nie wiadomo.
Kiedy zebranie się skończyło, poczekałam jak wszyscy wyjdą. Podeszłam do Violki, która czatowała z kimś na telefonie.
-To się robi już nudne. -Powiedziałam do niej.
Podniosła brwi.
-Tak, masz rację. -Odparła. -Robi się nudne to, że jesteś żałosna.
-Dlaczego taka jesteś? -Spytałam.
-Jaka? -Odłożyła telefon do swojej torebki. -Niesamowita i przepiękna?
-Nie. Egoistyczna i nieznośna. Nic na tym nie zyskasz. Nie będziesz miała przyjaciół, chłopaka...
Ta spojrzała na mnie, i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, mnie przytuliła.



Taa... moim zdaniem rozdział wyszedł okropnie. Nie wiem, pozostawiam to Wam do oceny.

sobota, 3 października 2015

Rozdział V-Ooo... Masz randkę z Diego?

Minęło coś koło dwóch tygodni odkąd wstawiłam ostatni rozdział. Przepraszam, po prostu teraz jest szkoła i wiąże się z tym nauka, beka z nauczycieli, projekty itp. itp.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba, chociaż mam wrażenie, że jest inny niż moje wcześniejsze. W sumie to nie wiem dlaczego, można powiedzieć, że zachowanie Francesci jest... trochę dziwne... xd.


-------
Całowaliśmy się dopóki nie starczyło nam tchu. Powoli oderwaliśmy się od siebie.
-Długo czekałem na tą chwilę. -Powiedział.
-Ja... też. -Odparłam.
Złapał moją rękę. Lekko się uśmiechnęłam. 
-Obiecajmy sobie, że to będzie wyjątkowe. -Powiedział. -Że nic nas nie rozdzieli. 
Skinęłam głową, a mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
-Masz piękny uśmiech. -Powiedział.
Zarumieniłam się.
-Och, nie słodź tak. -Zaśmiałam się.
On także się zaśmiał i pocałował mnie w policzek.
-Kocham Cię. -Powiedział.
-A ja Ciebie. -Odpowiedziałam. -Pójdziemy gdzieś?
-Jasne. Gdzie chcesz? -Spytał.
-Nooo... -Zastanowiłam się chwilę. -Ja tu praktycznie jestem dopiero trzeci dzień. Nie znam nic tutaj.
-To za godzinkę odbiorę Cię z Twojego domu, okej? -Spytał.
-A wiesz gdzie mieszkam? -Zdziwiłam się.
-Wiem. Mieszkam ulicę dalej. -Odparł. -Odprowadzić Cię?
-Jasne. -Zachichotałam.
Diecesca

---
Od 15 minut zastanawiam się co na siebie włożyć. Mam się ubrać jakoś elegancko, czy luźno? Ehh...
Nagle mój telefon zabrzęczał, dając znać, że ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Cami.
-Hej, Fran. -Usłyszałam.
-No cześć. -Odparłam. 
-Masz wolne po południe? -Spytała. -Mogłybyśmy iść do kina, teraz puszczają fajne romansidło. 
-Sorry, jestem zajęta dzisiaj. Cami, wiesz co włożyć na... randkę? 
-Ooo... masz randkę z Diego?
-No... -Odpowiedziałam niepewnie.
-A gdzie idziecie? -Zapytała.
-Nie wiem jeszcze, Diego wszystko szykuje.
-OCH, JAK SŁODKO! -Pisnęła.
-Ta... To wiesz co mogłabym włożyć? -Spróbowałam znowu.
-Nie wiem. Może ubierz się luźno, tak będzie bardziej naturalnie. Pomóc Ci się pomalować?
-Możesz przyjść. Ale szybko, mam mało czasu. 
-Jasne! To, pa. -Rozłączyła się.

Godzinę później...
No, gdzie ten Diego? Spóźnia się o pół godziny. A może mnie wystawił? Chociaż wątpię.
W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć.
-Cześć, bella. -Pocałował mnie w policzek na przywitanie.
-No hejka. -Odparłam.
-Wiem, że bardzo profesjonalnie by było, gdybym przyjechał jakąś limuzyną czy coś, ale, jako, że takiego samochodu nie posiadam, pójdziemy pieszo. Mam nadzieję, że to Ci nie przeszkadza?
-Nie. -Odparłam. -Nawet lepiej. 
Chwycił mnie za rękę. Ruszyliśmy... gdzieś. Nie znam tutejszych okolic. 
Po pięciu minutach Diego poprosił mnie, bym zamknęła oczy. Zrobiłam tak jak mówił.
-Podglądasz? -Spytał.
-Nie, ale...
-To możesz otworzyć oczy. -Powiedział, zanim dokończyłam.
Powoli je otworzyłam. Znajdowaliśmy się w romantycznej restauracji. Stoliki były dwuosobowe. Ściany były pomalowane na jasno-żółto z drobnymi ozdobami. Z sufitu "zwisały" małe lampy. 
-Wow... -Powiedziałam.
-Podoba Ci się? -Spytał. 
-Bardzo. -Odpowiedziałam i przytuliłam go. -Dziękuję.
Usiedliśmy przy najbliższym stoliku.
-Co zamawiasz? -Spojrzał na mnie spod swojej karty menu.
Już chciałam odpowiedzieć, kiedy ktoś mi przerwał.
-No siema, kociaki. -Usłyszeliśmy nam znajomy głos.
Przy naszym stoliku stała... Violetta...
"Kociaki"? Cholera! Co ona tu robi? A może jeszcze powie, że tak po prostu wbiła sobie do romantycznej restauracji pogapić się na nas, bo nie miała co robić.
Okej, Francesca, spokojnie. Spokojnie. Może z kimś tu przyszła i... przy okazji przywitała się z nami?...
-Violetta, co ty tu robisz? -Zapytał Diego.
-Przyszłam Cię wesprzeć. -Odparła tajemniczo.
-W czym? -Zdziwił się.
-Jak zrozumiesz, że randka z Tą żmiją to porażka, będziesz mnie błagał na kolanach, bym do Ciebie wróciła.
Czuję, że zaraz wybuchnę. No, bo w końcu, idziesz sobie na randkę ze swoim nowym, kochanym, słodkim chłopakiem. Zaprowadza Cię do cudownej restauracji w której chce spędzić z Tobą czas. Zapowiada się idealnie. A tu nagle przychodzi sobie jakaś debilka i wszystko zaczyna psuć.
Wszystko w porządku. Przecież to jest normalne. W końcu tak zawsze musi być...
-Weź wyjdź. -Mówię.
-To nie jest Twoja prywatna restauracja, Francesco. -Zwraca się do mnie jak do małego dziecka. -Ja też mam prawo tu przyjść.
-Super, ale nie masz prawa nam przeszkadzać. -Mówi Diego.
Zignorowała go.
-Idź. -Zwróciła się do mnie. -Ja i Diego musimy porozmawiać.
-Nie możesz jej stąd wyrzucić! -Stanął w mojej obronie.
-I tak już wychodziłam. -Rzuciłam i wybiegłam z restauracji.
Usłyszałam jeszcze jak Violetta mówi:
-No, widzisz? Mówiłam, że to będzie porażka.

DAM DAM DAM XD

3 komentarze od różnych osób = VI rozdział


wtorek, 15 września 2015

Rozdział IV-Będąc ze mną, kochałeś ją.

Przepraszam, że rozdział nie pojawił się w weekend ani wczoraj, tak jak obiecałam :C. Ale jest dzisiaj i mam nadzieję, że Wam się spodoba ^^!
Dedykuję go #Sh!Karinaa 001.
Pamiętajcie, aby komentować, to niesamowicie mnie motywuję :D!
To już bez dalszych przedłużeń, zapraszam do rozdziałku.
---------
Puściłam rękę Diego. Violetta stała jeszcze przez chwilę nieruchomo.
-Wy... wy...
-My nie jesteśmy razem. -Zaprzeczyłam, zanim dokończyła.
Spojrzała na mnie i prychnęła.
-Ty się nie odzywaj, okej? To sprawa moja i Diego.
Zabrzmiało to tak jakby się czymś dławiła. Miała łzy w oczach. Chyba pierwszy raz zrobiło mi się jej żal. No, bo w końcu ma chłopaka i do szkoły przychodzi jakaś nowa. I ten jej chłopak z dnia na dzień ją porzuca, przez tą nową.
I wygląda na to, że tą NOWĄ, tą złą, jestem właśnie ja. Westchnęłam i wyszła z sali. Postanowiłam podsłuchiwać po drzwiami.
-Kochanie, to nie tak... -Zaczął Diego.
-Nie tak? -Zapytała o, dziwo spokojnym głosem. -A jak Diego? Trzymaliście się za ręce. Odkąd ją poznałam wiedziałam, że jest w Tobie zakochana, a ty w niej.

Milczał przez chwilę, nie wiedząc chyba co powiedzieć. Nie ukrywam, mnie też zaskoczyła jej reakcja.
-Skoro o tym wiedziałaś... to czemu ze mną nie zerwałaś? -Zapytał.
-Bo chciałam zobaczyć czy będziesz uczciwy, Diego. -Odparła.
-Ale... gdybym Ci to powiedział, to bym Cię zranił.
Usłyszałam kroki za sobą. Prędko się obróciłam. Stał tam jakiś brunet, chyba Leon się nazywał...
-Nie ładnie tak podsłuchiwać, co? -Zapytał.
Przewróciłam oczami i dałam mu znak, żeby był cicho.
-Owszem, zraniłbyś mnie. -Powiedziała Violetta. -Ale ty zrobiłeś coś jeszcze gorszego. Będąc ze mną, kochałeś ją.
Wychodząc, zauważyła mnie i Leona. Przepraszająco się uśmiechnęliśmy. Ta tylko prychnęła i poszła w nieokreśloną stronę. Po chwili z sali wyszedł Diego.
 -Brawo, debilu. -Rzuciłam do niego.
**Następnego dnia**
Kiedy tylko weszłam do studia, zaczęłam szukać Violetty. Mimo wszystko chciałam ją pocieszyć. Jednak natrafiłam na Diego.
-Hej, Fran, możemy pogadać? -Zapytał.
Westchnęłam.
-Dobra, niech będzie. O co chodzi? 
Odciągnął mnie na bok, by nikt nie usłyszał tego co chce powiedzieć.
-Kiedy się spotkaliśmy... wtedy, pamiętasz jak szłaś do domu, od razu poczułem coś do Ciebie. Nie chciałem ranić Violetty, więc stwierdziłem, że może o Tobie zapomnę. A więc dalej ciągnąłem związek z Violą, ale nie udało się. Kocham Ciebie, Fran. Tylko Ciebie.
Diego y Francesca
Gapiłam się na niego przez dłuższą chwilę. W sumie ja też coś do niego czuję, ale... no... ale... ach, to jest strasznie skomplikowane.
DZZZ!
Zadzwonił dzwonek. Chciałam iść na lekcje, ale Diego mi na to nie pozwolił.
-To nie jest chyba najlepsze miejsce na zwierzenia. -Palnęłam i uciekłam do sali.

  ------
Na zajęciach z Beto nie mogłam się w ogóle skupić. Myślałam o... Diego. Tak, o nim. Skoro on kocha mnie, a ja go... to może powinniśmy być razem? Chociaż spróbować?
-Francesca! -Usłyszałam.
Zamrugałam oczami. Zobaczyłam przed sobą Beto stukającego pałeczkami od perkusji.
-Tak? -Zapytałam.
-Nie ma Ciebie tutaj. -Powiedział. -Odpłynęłaś zupełnie.
-A, tak... Przepraszam... Po prostu-
-Się zakochałaś. -Dokończył.
-Nie, nie! -Zaprzeczyłam szybko. -Po prostu się zamyśliłam i...
Beto ponownie zastukał pałeczkami. Wrócił na na swoje "nauczycielskie stanowisko" i kontynuował zajęcia. Miałam wrażenie, że cały czas na mnie zerka.
Po lekcjach z Angie i Gregorio, którzy także mnie upomnieli o nieuważanie na zajęciach, miałam ćwiczyć Aprendi a decir adios z Diego, ale on gdzieś zniknął. Nagle mój telefon zabrzęczał, dając mi znać, że ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił mi dotąd nieznany numer.
-Halo? -Odezwałam się.
-Cze, Fran, to ja Diego.
-Skąd ty masz mój numer?
-Od Cami.
-Po co dzwonisz?
-Taa... jak widzisz... nie ma mnie studiu... boo... no, słuchaj ja tak jakby...
-Przejdź do rzeczy. -Westchnęłam.
-Przyjdziesz za godzinę do parku? -Zapytał.
Zamurowało mnie. Co on niby? Na randkę mnie zaprasza?
-Nie ma mowy. -Powiedziałam i się rozłączyłam.
**Dwie godziny później**
Diego cały czas do mnie wydzwania... Mój telefon znów zabrzęczał. Przewróciłam oczami i spojrzałam na wyświetlacz. Tym razem to był sm-s od Cami:
Za piętnaście minut w parku, okej?
 Aha, okej... Na początku Diego chce, abym tam przyszła. Nie odbieram telefonu, więc zgaduję, że poprosił Camilę, by ona do mnie wysłała sm-s. Hm... No dobra, pójdę.
Poprawiłam fryzurę i ruszyłam w stronę parku. Usiadłam na ławce. Nagle zobaczyłam przed swoimi oczami czyjeś dłonie.
-Diego... -Usłyszałam swój śmiech.
Zagryzłam wargę. To nie miało tak wyglądać. Miałam się na niego obrazić, czy coś...
Powoli zsunął dłonie z mojej twarzy.
-Zgadłaś. -Zaśmiał się. -Ale nie spodziewałem się takiej Twojej reakcji.
-Ja... też nie. -Odpowiedziałam szczerze.
Zapadła głupia cisza. Po jakiejś minucie, Diego usiadło obok mnie.
-Słuchaj, Fran. Ja wiem, że ty czujesz, to co ja. -Zagryzłam wargę. Miał rację. -Może powinniśmy... chociaż spróbować?
Pocałował mnie. Ja oddałam pocałunek....
-----
Ludzie Wy nie wiecie, jak bardzo nie lubię widoku płaczących osób. Wtedy też mi się chce płakać 
>.<. Więc jak tylko patrzę na zdjęcie płaczącej Violetty, które tu zamieściłam, tu mam łzy w oczach. 
A tak wgl, pamiętacie który to był odcinek? Bo ja sobie niestety nie przypominam...
Byłyście na Violetta Live? Ja byłam 25 sierpnia w Krakowie. Strasznie szybko minęły te "dwie godzinki" z obsadą.  
Pozdrowionka :D ! 

Łączna liczba wyświetleń